Odkąd pamiętam, jednym z moich zawodowych marzeń była praca zdalna. W swojej prawie dziesięcioletniej programistycznej karierze, nieraz miałem okazję tak pracować, lecz najczęściej był to tryb mieszany. Najczęściej: 1 lub 2 dni zdalnie i odpowiednio 4 lub 3 w biurze.
Rok temu zdecydowałem się na zmianę i spełniłem swoje marzenie przechodząc na tryb 100% pracy zdalnej z domu. Właśnie mija 12 miesiąc i myślę, że to jest dobry czas, by podzielić się z Wami wnioskami, które towarzyszą mi po tym czasie.
1. Najważniejsze – samodyscyplina i organizacja czasu.
Zaczynam od tego, co moim zdaniem jest najważniejsze. Bez samodyscypliny i umiejętności zarządzania własnym czasem ciężko sensownie pracować zdalnie. Na tym polu na pewno mam jeszcze sobie wiele do zarzucenia. Bywają dni, gdzie wszystko idzie pod górkę i już na samym początku nie chce się wstać z łóżka. Na szczęście przez pewne nawyki, które w sobie wykształciłem, taka sytuacja nie zdarza mi się często.
Od początku przyjąłem założenie, zgodnie z którym pracując zdalnie chcę wyrobić w sobie rutynę poranka podobną do tej, gdy dojeżdżałem do biura. Moje stanowisko pracy obecnie znajduje się w odległości kilku kroków od sypialni. Gdybym chciał, mógłbym od razu po wybudzeniu siąść przed komputerem i zacząć programować. Zawsze to kilka dodatkowych minut snu, prawda? 🙂 Niby tak, ale to jest właśnie pokusa, którą od razu chciałem wyrzucić ze swojej głowy – żeby nie kusiło.
Okazało się, że nie jest to trudne.

Swój dzień rozpoczynam tak samo jak wtedy, gdy wychodziłem do biura- ogarniam się, przebieram (gdzieś słyszałem, że praca w piżamie podświadomie wywołuje w naszym umyśle przekonanie, że w tym czasie nie jesteśmy w pracy – myślę, że jest w tym dużo prawdy), jem śniadanie i wyruszam w kilku krokową podróż do pokoju, gdzie mam swoje stanowisko robocze.
Dzięki tej rutynie czas jaki poświęcałem na dojazd do biura wykorzystuję na poranne bieganie/ćwiczenia, zjedzenie w spokoju śniadania i poczytanie książki. Taki poranny rytuał daje mi możliwość rozbudzenia ciała i umysłu. Zauważyłem, że to bardzo fajnie wpłynęło na moją produktywność.
Dalszą część dnia także staram się planować. Pilnuję, by mieć stałe godziny pracy. Gdy rano siadam ze świeżym umysłem do komputera, na wstępie pracuje nad tym, by przejrzeć swoje skrzynki mailowe (inbox zero), a następnie komunikatory.

Dzięki temu przed porannymi spotkaniami jestem na bieżąco z tym, co działo się w projekcie i ewentualnie z tym, czego zespół ode mnie potrzebuje. Takie działanie daje mi jeszcze jeden duży plus. Czuję, że po chwili czasu pracy, już udało mi się coś zakończyć, ogarnąć. Rozbudzam w ten sposób swoją produktywność.
Gdy kończę pracę, także sprawdzam maile i komunikatory. Ponownie dbam o inbox zero. To zamyka mój schemat. Mam wtedy poczucie podobne do tego, gdy po wyjściu z firmy czułem, że zakończyłem pracę i mam czas dla siebie.
Uważam , że zarządzanie własnym czasem oraz samodyscyplina to niewątpliwie najważniejsze cechy, które trzeba posiadać, by efektywnie pracować zdalnie. Warto też powiedzieć, że jeżeli ktoś nie posiada tych umiejętności, to nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować je w sobie wykształcić. Jest sporo książek i aplikacji, które pomagają w osiągnięciu mistrzostwa. O konkretnych technikach i narzędziach jakie sam wykorzysuję napiszę w jednym z kolejnych artykułów.
2. Należy być samodzielnym!
Bazując na własnych doświadczeniach stwierdzam, że praca zdalna jest dla ludzi, którzy są samodzielni i potrafią radzić sobie z problemami. Tutaj nie chodzi mi tylko o samą wiedzę i umiejętności zawodowe, ale przede wszystkim o umiejętności radzenia sobie w sytuacjach, w których można liczyć wyłącznie na siebie.

Uważam, że jeżeli ktoś rozpoczyna swoją karierę zawodową, to lepiej pracować w biurze. Otoczenie się ludźmi bardziej doświadczonymi pomaga szybciej przyswoić wiedzę i dobre wzorce. Łatwiej także poprosić o wyjaśnienie jakiegoś kawałka kodu, lub uśmiechnąć się o pomoc.
Problemy, o których wspomniałem na początku, mogą dotyczyć zarówno kodu, narzędzi jak i sprzętu. O ile w przypadku kodu, czy konfiguracji środowisk pomocną dłoń można otrzymać także zdalnie (chyba, że działamy w trybie one man show 🙂 ), tak w przypadku problemów ze sprzętem już tak łatwo nie będzie. W swojej przygodzie z pracą zdalną miałem wiele przypadków, kiedy zawodził internet, laptop oraz oprogramowanie. Zauważyłem wtedy, że dobrze być taką technologiczną “złotą rączką”. Bardzo przydaje się umiejętność wyszukiwania informacji. Do tego trzeba działać szybko – im dłuższy przestój w pracy, tym więcej zaległości… Czasem trzeba było poświęcić kilka godzin zanim udało się rozwiązać problem, bądź naprawić jakąś awarię. Zawsze w takich sytuacjach mogłem liczyć wyłącznie na siebie. Mogę powiedzieć z całą stanowczością -trzeba być zaradnym 🙂
Czasem występują sytuacje, które naprawdę zaskakują. Pamiętam, jak po jednej z letnich, nocnych burz, wiatr uszkodził linie energetyczną i przez cały dzień nie miałem w domu prądu. Problem udało się rozwiązań bardzo szybko – zmiana lokalizacji. Teraz jestem pewien, że w takich sytuacjach mogę liczyć na znajdującą się w pobliżu restaurację “pod złotymi łukami”, gdzie zawsze znajdę gniazdko do podładowania baterii w laptopie 🙂
3. Okiełznanie rozpraszaczy wymaga czasu i samozaparcia. One czyhają wszędzie…
Będąc Panem swojego czasu, szybko doświadczyłem tego ile rozpraszaczy mnie otacza. Podzieliłem je na dwie grupy: zewnętrzne i wewnętrzne. W moim przypadku, łatwiejsze do ogarnięcie są te z pierwszej grupy. Największym z nich są chyba media społecznościowe. Gdzieś głęboko w człowieku siedzi to natręctwo ciągłego sprawdzania informacji. Nie wiem, czy mają tak wszyscy – ja na pewno 🙂 Musiałem stawić temu czoła, ale wciąż z tym walczę.

Aby zapanować nad nimi, wykonałem do tej pory kilka kroków/trików:
- Wyłączyłem powiązane z social media notyfikacje na telefonie
- Dodałem do swojej przeglądarki aplikację Forest, która pomaga mi zadbać o to, by nie kusiło mnie częste przeglądanie mediów społecznościowych
- Używam aplikacji Pomodoro Timer, która pomaga mi zadbać nad wyznaczeniem czasu skupienia się nad wykonywaną czynnością (20 min.). Po każdym z takich okresów mam 5 min przerwy, a po 4 cyklach występuje dłuższa 15 min przerwa.
Pracując z domu czyhają także rozpraszacze powiązane bezpośrednio z życiem codziennym: pranie, sprzątanie, zakupy, załatwianie spraw urzędowych itd.
Jak to wygląda w moim przypadku? Moja żona także jest programistką i doskonale wie, jak wygląda praca zdalna. Sama od czasu do czasu korzysta z takiej możliwości. Aby obowiązki domowe nie odrywały mnie od pracy w sposób niekontrolowany, prace z nimi związane planujemy z wyprzedzeniem. Np zakupy mam wpisane w kalendarz zawsze w ten sam dzień, raz w tygodniu. Mam na to przeznaczony czas, którego staram się nie przekraczać. Sprawy do załatwienia “na mieście” staram się też kumulować. Na ich realizację mogę wykorzystać przerwę w trakcie dnia, dzięki temu po pierwsze sprawniej idzie załatwianie spraw urzędowych (o 13.00 nie ma zbyt dużych kolejek), a po drugie – nie wydłuża mi to standardowego czasu pracy.
Drugą z grup są rozpraszacze, które siedzą w naszej głowie. Pracując z domu jestem sam na sam z własnymi myślami. Jestem osobą o wielu zainteresowaniach, a w mojej głowie zazwyczaj siedzą setki pomysłów, pytań, przemyśleń. To szybko potrafi przejść z głowy do wyszukiwarki internetowej i scrolowania stron, sporządzania notatek, kreślenia planów itp. Na tym polu mam jeszcze więcej porażek niż zwycięstw, ale nie poddaję się 🙂
4. Organizacja przestrzeni do pracy jest dość istotna.

Po 12 miesiącach pracy z domu mogę z pełną stanowczością powiedzieć, że przygotowanie komfortowego miejsca pracy ma dla mnie bardzo duże znaczenie. Moja praca opiera się w znacznej mierze na czasie spędzonym przed komputerem. Od początku organizacji swojego domowego biura miałem na uwadze, aby zorganizować sobie taką przestrzeń, która będzie sprzyjać wykonywanej przeze mnie pracy i w której z chęcią będę przebywać.
Zanim przeszedłem na 100% pracy z domu, realizowałem część zleceń dla moich klientów zdalnie. Już wtedy zauważyłem, że należy zadbać o sprzęt i narzędzia, które usprawnią moją pracę. Oczywiście to wiązało się z inwestycją w takie elementy jak :
- bezprzewodowa klawiatura i mysz
- monitor
- biurko
- fotel
- słuchawki + mikrofon
- kamerka internetowa
Zakup odpowiedniego sprzętu to też inwestycja w moje zdrowie. Dobrze dopasowane biurko i fotel gwarantują mi, że moje plecy nie przypomną o sobie wieczorem 🙂
Uważam, że to w jaki sposób przygotujesz sobie miejsce do pracy z domu wpłynie na Twoją produktywność. Bez tego ciężko znaleźć miejsce do skupienia się nad zadaniem, a ponadto jest to świetny sposób na oddzielenie swojej pracy od życia prywatnego. Nie wiem jak Ty, ale ja nie chcę, aby kanapa w salonie kojarzyła mi się z pracą 🙂
5. Praca czasem potrafi zbyt mocno mieszać się z życiem prywatnym.
Na tym polu czasem zdarzają mi się wpadki. Niestety jestem tego świadomy.

Z jednej strony dobra organizacja dnia pracy, przestrzeni i samodyscyplina powinny zagwarantować mi, że taka sytuacja nie nastąpi. Rzeczywistość jest niestety inna.
W moim przypadku przyczyną takich przypadków jest to, że zespół mojego głównego klienta z którym współpracuję, jest dostępny w innych strefach czasowych. Zdarzają się sytuacje, gdzie trzeba zrobić coś nieplanowanego bądź skomunikować się z kimś ASAP poza typowymi godzinami mojej pracy.
Na szczęście nie jest to częsta sytuacja. Staram się dbać o to, by moi klienci dokładnie wiedzieli w jakich godzinach jestem dostępny. Ten proces ciągle udoskonalam 🙂
6. Brak komunikacji twarzą w twarz, to żaden problem – jeżeli masz dobre umiejętności komunikacyjne.
Co tu dużo mówić – w pracy zdalnej trzeba potrafić się komunikować z innymi w sposób gwarantujący wzajemne zrozumienie. Dyskutując z innymi wyłącznie za pomocą cyfrowych narzędzi, łatwo o błędną interpretację cudzych intencji.

Odbiorca nie widzi nas twarzą w twarz, przez co sam musi zobrazować sobie jakie emocje nam towarzyszą. Zadanie pytania w nie odpowiedni sposób może spowodować, że odbiorca źle odczyta nasze zamiary. Wielokrotnie zauważałem sytuacje, w których dochodziło do spięć między członkami zespołu tylko i wyłącznie z powodu błednej interpretacji wzajemnych intencji.
#7. Samotność? Hmm…
Wielu znajomych słysząc, że pracuję z domu stwierdza, że “Ja bym tak nie mógł. Przecież nie ma do kogo ust otworzyć”. Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem.

Zaobserwowałem, że wszystko zależy od nas samych. Ja nie narzekam na brak towarzystwa. Zawsze “dużo się dzieje”. Dzień zazwyczaj przepełniony jest pracą projektową. Niektóre z realizowanych zleceń wymagają ciągłego kontaktu z klientami. Bywają dni, w których rozmowy potrafią zabrać większość dnia pracy.
Dodatkowo, w miarę możliwości planuję różne aktywności w przerwie od pracy, dzięki którym wychodzę z domu. Zakupy, załatwienie czegoś “na mieście”, w urzędzie lub na poczcie. Małe aktywności, które sprawiają, że nigdy nie mam poczucia bycia “odludkiem”.
#8. Praca zdalna wpłynęła pozytywnie na moje samopoczucie.
Ten wniosek przyszedł mi do głowy już po pierwszym miesiącu pracy z domu. Zauważyłem, że mój sen jest lepszy. Częściej czuje się wyspany. Poranne regularne ćwiczenia/bieganie pobudzają mój organizm i z większym zapałem siadam do biurka. Regularniej i zdrowiej jem. Dodatkowo pozbyłem się porannego pośpiechu i zdenerwowania wynikającego ze straty czasu związanej ze staniem w korkach.
#9. Mam więcej czasu!
To jest jedna z najbardziej zauważalnych przeze mnie zalet. Tak jak wspomniałem wcześniej, nie tracę czasu na dojazd i powrót z biura. Dodatkowo właściwe organizowanie czasu pracy dało mi możliwość posiadania godzinnej przerwy w trakcie dnia.

Staram się wykorzystywać ten czas dla mojego zdrowia – rower, spacer lub ćwiczenia. Dzięki temu, mój umysł także odpoczywa. Zauważyłem, że taka przerwa daje niesamowitego kopa. Zwyczajnie jest mi to potrzebne. To czas relaksu, dzięki któremu druga część dnia pracy może być równie produktywna jak pierwsza.
#10. Praca zdalna nie koniecznie oznacza oszczędność pieniędzy.
To stwierdzenie może mieć zarówno zwolenników jak i przeciwników. Z jednej strony nie tracę pieniędzy na dojazdy, ale z drugiej strony musiałem zainwestować w sprzęt i wyposażenie przestrzeni biurowej.
Wygoda kosztuje 🙂
Ponadto zużywam prąd oraz korzystam z internetu za który sam muszę zapłacić. To samo dotyczy kawy, herbaty, wody itp. Co prawda prowadzę własną firmę, więc niektórzy mogą powiedzieć, że sprzęt mogę poddać amortyzacji, internet potraktować jako koszt umożliwiający generowanie przychodu itd. Gdy popatrzę na to w perspektywie długoterminowej (kilka lat) to okazuje się, że w moim przypadku kwota jaką wydałbym na paliwo związane z dojazdami do biura przekroczyłaby koszty jakie ponoszę pracując z domu.
Patrząc na to w ten sposób – zaoszczędzam. Trzeba jednak pamiętać, że sprzęt nie jest wieczny, a rachunki z roku na rok są co raz wyższe. Mając na uwadze wytrzymałość obecnego sprzętu, za kilka lat będę zmuszony coś wymienić lub naprawić. To wygeneruje kolejne koszta.
Z tego powodu myślę, że z tą oszczędnością może być różnie. Wszystko zależy od tego, jaki rodzaj pracy wykonujemy pracując zdalnie oraz jakiego sprzętu i przestrzeni potrzebujemy.
W moim przypadku – praca zdalna nie koniecznie oznacza oszczędność pieniędzy.
#11. Ważne jest uświadomienie otoczenia o tym, że gdy pracuję zdalnie, to nie znaczy, że jestem cały czas dostępny.
Mogłoby się wydawać, że nikomu nie trzeba tłumaczyć tego, o co chodzi w pracy zdalnej. Okazuje się jednak, że otoczenie nie zawsze prawidłowo rozumie “pracę zdalną”.
Przez ostatnie 12 miesięcy bywały sytuacje, w których musiałem tłumaczyć bliskim to, że pracując z domu nie oznacza, że jestem dostępny dla każdego i o każdej porze. Mam to szczęscie, że moja Żona świetnie rozumie z czym wiąże się moja praca.
To, że jestem w domu nie oznacza, że siedzę i nic nie robię. Nie oznacza też tego, że jestem dostępny dla każdego i o każdej porze. Sam musiałem co najmniej kilkukrotnie tłumaczyć, że muszę zaplanować sobie czas na załatwienie jakiejś prywatnej sprawy, spotkanie, telefon itp. Myślę, że dość istotne jest zakomunikowanie tego swojemu otoczeniu. Inaczej łatwo utracić samodyscyplinę i zaburzyć równowagę między pracą a życiem prywatnym.
#12. Nie zamierzam wracać do biura.
Co tu dużo mówić – chyba nikt mnie nie przekona, żeby wrócić do pracy wyłącznie w biurze.

Brak konieczności dojazdów, mniej hałasu biurowego, większa produktywność, możliwość dostosowania przestrzeni i sprzętu do własnych upodobać, więcej czasu itd. Mógłbym wymieniać jeszcze więcej i jeszcze więcej.
Po prostu ten sposób pracy mi bardziej odpowiada.
W tym miejscu muszę wspomnieć, że praca zdalna “u mnie działa”, ale nie zawsze było tak kolorowo. Musiałem w sobie wyrobić wiele nawyków, które każdego dnia ułatwiają mi utrzymanie samodyscypliny i skupienia. Pomogła mi metoda małych kroków i testowanie tego, czy praca zdalna jest dla mnie. Tak jak pisałem na wstępie – wielokrotnie miałem możiwość pracy z domu 1 lub 2 dni w tygodniu. Dzięki temu mogłem sprawdzić, czy to jest dla mnie i nad czym muszę jeszcze popracować. Z pełną stanowczością mogę powiedzieć, że wszystko siedzi w naszej głowie. Wystarczy być szczerym z samym sobą oraz pracować nad sobą, by wykształcić odpowiednie cechy. Wystarczy chcieć! 🙂
Jestem ciekaw jak to wygląda u Ciebie. Pracujesz zdalnie? Podziel się wnioskami, jakie Tobie towarzyszą! Z chęcią poczytam jakie masz odczucia na temat pracy z domu, nawyków i trudności jakie temu towarzyszą 🙂
Zdjęcie z nagłówka: Simon Abrams on Unsplash